Opublikowano 14 października 2026 · 4 min czytania
Przegląd znalazł 197 rzeczy. Sprawdzić zdążyłem siedemnaście
9 sierpnia 2026 puściłem przez własny projekt przegląd z jednego prostego pytania: co widzi klient, którego nigdy nie spotkam — na stronie, w mailu, na dokumencie przysłanym z systemu. Szukanie robił asystent AI — czytał pliki i wypisywał miejsca podejrzane; sprawdzenie, czy znalezisko jest prawdziwe, było po mojej stronie. Sesja urwała się na limicie, zanim doszła do końca.
Zostawiła po sobie 197 znalezisk i 17 weryfikacji.
Co dokładnie leży na tej liście
Z rozbiciem na wagę: 26 blokad, 91 poważnych, 80 drobnych. Z rozbiciem na rodzaj: 85 niespójności (to samo napisane inaczej w dwóch miejscach), 42 zdania nieprawdziwe, 31 obietnic bez pokrycia, 24 miejsca po szablonie, których nikt nie uzupełnił, 15 uwag o tonie.
Druga część przeglądu — decyzje, które system podejmuje bez pokazania mi, co robi — dała kolejnych 20 pozycji i zero weryfikacji.
Znalezisko to nie jest usterka. To zdanie: tutaj prawdopodobnie jest problem. Dopiero weryfikacja zamienia je w fakt albo wyrzuca. Ja mam sprawdzone 17 z 197. Reszta to hipotezy z ładnym formatowaniem.
Dlaczego to nie jest drobiazg
Dwa tygodnie wcześniej robiłem przegląd zabezpieczeń, w którym jedna z metod pokazała 21 dziur, z czego prawdziwych zero. Wiedziałem więc — z pomiaru, nie z przeczucia — że udział fałszywych alarmów w niesprawdzonej liście potrafi być stuprocentowy.
Nie wiem, ile ich jest tutaj. To jest cała treść problemu: lista 197 pozycji o nieznanej jakości myli w obie strony naraz. Czytana serio, każe naprawiać rzeczy, które być może działają. Czytana z rezerwą, przykrywa te dwadzieścia sześć, które nazwałem blokadami — a blokada to z definicji rzecz, przy której klient się zatrzymuje i nie wraca.
Do tego siedemnaście sprawdzonych nie jest przypadkowymi siedemnastoma. To są te, przy których weryfikacja kosztowała jedno kliknięcie: link do otwarcia, zdanie do porównania z drugim zdaniem. Wszystko, co wymagało odtworzenia sytuacji klienta — przejścia całej ścieżki od formularza po dokument, który do niego przychodzi — zostało nietknięte. Czyli sprawdzone jest to, co najtańsze, a nie to, co najważniejsze, i próbka niczego nie mówi o reszcie listy.
Wydajność szukania bez wydajności sprawdzania nie daje wartości. Daje dług o wyglądzie raportu.
Skąd się bierze ta proporcja
Nie z limitu. Limit tylko pokazał moment, w którym to widać.
Proporcja została ustalona na starcie, kiedy zgodziłem się, żeby szukanie objęło całą powierzchnię widoczną dla klienta — stronę, kalkulatory, wszystkie maile wychodzące, wszystkie wydruki dokumentów, trzy wersje językowe — a weryfikację zostawiłem na potem, bez policzenia, ile jej wyjdzie. Szukanie kosztuje jedno spojrzenie na plik. Weryfikacja kosztuje otwarcie systemu, odtworzenie sytuacji klienta i rozstrzygnięcie. Różnica jest mniej więcej dziesięciokrotna i była do policzenia z góry.
Czego nie zrobiłem
Nie zacząłem naprawiać od góry listy. Kuszące i najgorsze z możliwych: poprawianie znaleziska, którego nikt nie potwierdził, to wprowadzanie zmian bez powodu — w kod, który być może był w porządku. Przy 197 pozycjach to tygodnie pracy z nieznanym udziałem szkody.
Nie skasowałem listy, choć nie jest wiarygodna. Kilkanaście godzin czytania jest w niej zapisane razem z cytatem, plikiem i numerem linii dla każdej pozycji. Wyrzucenie tego znaczyłoby, że następnym razem przeczytam to samo od zera.
Nie napisałem nigdzie „znaleziono 197 problemów". Ani w podsumowaniu sesji, ani w notatce dla siebie, ani na tej stronie. To zdanie jest nieprawdziwe i brzmi jak wynik. Dokument zaczyna się dziś zdaniem, że to wynik fazy szukania i jest nieweryfikowany — pierwszą linijką, nie przypisem na dole.
Nie uruchomiłem kolejnej rundy szukania. Odruch podpowiadał: skoro się urwało, dokończmy przegląd. Dokończenie przeglądu powiększyłoby wyłącznie licznik po niewłaściwej stronie.
Trzy rzeczy, które z tego biorę
Przepustowość sprawdzania jest limitem całego przeglądu, nie przepustowość szukania. Zakres warto ciąć do tego, ile da się zweryfikować — reszta i tak nie zamieni się w decyzję.
Lista bez weryfikacji musi nosić tę informację w sobie. Nie w pamięci autora, nie w mailu, którym ją przesłał — w pierwszym zdaniu pliku, bo za pół roku przeczyta ją ktoś, kto nie był przy tej sesji. Tym kimś zwykle jestem ja.
Przerwana praca ma dwa różne stany i trzeba wybrać, który zostawiasz. Można zostawić wynik albo materiał. Ja zostawiłem materiał i podpisałem go jako materiał. To mniej efektowne niż raport i jedyne uczciwe, co dało się z tego zrobić.
Liczby — 197 znalezisk, 17 weryfikacji, podział 26/91/80 i 20 pozycji z drugiej części — pochodzą z surowego pliku zapisanego przy przerwaniu sesji 9 sierpnia 2026 i są policzone z tego pliku, nie oszacowane. Liczba 21 fałszywych alarmów pochodzi z osobnego pomiaru z 6 sierpnia 2026.

Patryk Piecyk
Warszawa · na etacie od 10.2026 · rozwój w stronę ERP/SAP i AI
Przez 7,5 roku pracowałem w niemieckiej firmie, pięć lat prowadząc jej biuro: zamówienia, faktury, reklamacje, ERP. Od czerwca 2026 buduję własne narzędzia do tej samej roboty — nie jestem programistą z wykształcenia, kod powstaje w parze z asystentem AI, a projekt, decyzje i testy są moje. Te notatki opisują, co się w tych systemach zepsuło i co z tego wyszło.
Masz pytanie do tego tekstu?
Napisz do mnie →